Majówka jaka była a właściwie jakiej nie było, każdy widział. Wycieczka do Ustki w następną Niedzielę, pomimo zapowiedzianego słońca i ciepła też była raczej pod znakiem zimna więc w Poniedziałek poszedłem do pracy lekko podirytowany. Zwłaszcza, że na następne dwa dni prognoza pogody jest iście Lipcowa. 24 stopnie i pełne słońce. Gdzieś o czternastej przychodzi eMail. Poszukuje się chętnych do wzięcia urlopu we Wtorek lub w Środę a najlepiej w te obydwa dni. Po głębokim przemyśleniu tematu co zajęło mi przynajmniej 5 sekund, dochodzę do wniosku, że mogę w to wejść. Czwartek i tak mam wolne więc są trzy dni do dyspozycji. Teraz tylko potrzebny kierunek. Pierwsza myśl to oczywiście Podlasie ale niestety już na Czwartek jakieś deszcze zapowiadają. Poza tym pod koniec Czerwca mam urlop, który właśnie od Podlasia rozpocznę więc wybór pada, na zawsze warty odwiedzin Toruń.
Nauczony przykrym doświadczeniem nie rozpoczynam dnia od utworów o ciemnych mocach. Do porannej kawy John Coltrane, ostatnie poprawki w TomTomie i przed dziewiątą jestem w drodze.
Faktycznie tym razem prognoza się sprawdza.Wreszcie nie trzeba się ubierać na cebulę. Koszulka pod kurtką wystarczy. Jedyny problem to to, że nie mam letnich rękawic wiec jest mi ciut ciepło w łapki.
Zapowiada się naprawdę wspaniały dzień. Cieszę się krajobrazem i jazdą i pierwszy postój robię dopiero w Prabutach przy pomniku poległych w I Wojnie Światowej. Zaprojektował go miejscowy nauczyciel a wzniesiony został w 1925 roku.
We wnętrzu były umieszczone tablice z nazwiskami poległych. Do dziś ocalał tylko fragment jednej z nich i znajduje się w muzeum.
Oczywiście, skoro już jestem w okolicy, nie mogę sobie odmówić krótkiego postoju na pstryka. Zwany pruskim Wersalem, Pałac rodu von Finckenstein z 1720 roku.
Nie wiem czemu majówka nie mogła taka być ? Przeszkadzało by to komuś ?
Jadę dalej na południe, przez Brodnicki Park Krajobrazowy. Ruch na drodze pomimo, że to dzień powszechny, bardzo mały i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to była genialna decyzja z tym urlopem. No ale też i długo się zastanawiałem nad tym czy go brać.
Przed Brodnicą odbijam na zachód i docieram do Jabłonowa Pomorskiego gdzie można podziwiać pałac Narzymskich z 1853 roku. W czasie I Wojny Światowej został zdewastowany ale w 1930 roku go odbudowano i zamieniono na klasztor. W czasie II Wojny Światowej urzędowali tu Niemcy, którzy zmienili rozkład pomieszczeń, dewastując do reszty wspaniałą rezydencję. W 1945 roku było tu jeszcze więzienie NKWD. Po wojnie obiekt wrócił w posiadanie Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej.
Z Jabłonowa Pomorskiego to już tylko rzut kuflem do Radzynia Chełmińskiego a tu oczywistym punktem obowiązkowym wycieczki są ruiny zamku krzyżackiego. Zamek stał się popularny po sukcesie serialu o przygodach pana Samochodzika.
No a skoro jestem już przy temacie zamków krzyżackich to trzeba też odwiedzić Gołub czy raczej obecnie Gołub-Dobrzyń. Zamek z przełomu XIII i XIV wieku został wzniesiony na wzgórzu górujacym nad miastem z którego rozciaga się wspaniały widok na okolicę.
Kolubryna użyta w filmie "Potop" jest podarunkiem dla zamku od realizatorów filmu.
Rozbijam obozowisko w zaprzyjaznionym Ibis Budget i idę na miasto. Trzeba sprawdzić co się tu zmieniło przez zimę no i coś przekąsić.
Najwyrazniej nic się nie zmieniło. Toruń wciąż zachwyca.

a urlop coraz bliżej...
Oczywiście pierogi to program obowiązkowy. Oczywiście na wynos. Z obiecanych 20 minut robi się 40 no ale w końcu są. Takie sobie. Rok temu jadłem lepsze ale w innym oddziale, który teraz niestety jest zamknięty. Zasiadam na ławce w parku, popijam te delikatesy ananasową Warką nabytą w pobliskiej Żabce i cieszę się chwilą.
W Toruniu też sporo odniesień do filmu. Rzezba przedstawiająca wózek przesiedleńców z dobytkiem jest poświęcona klasykowi z 1964 "Prawo i Pięść". Kto nie zna skomponowanej przez Komedę ballady "Nim wstanie dzień" ?
Podobnie jak w moim ulubionym Colmar, tu też jest wiele smaczków do pstrykniecia.
Fascynująca pomysłowość w wymyślaniu nazw.
W pierwszej chwili chciałem nabyć ale doszedłem do wniosku, że dla mnie przecież jeszcze grubo za wcześnie. Może za kilka lat...
Oczywiście nie może zabraknąć osiołka. Tak naprawdę był to pręgierz. Karano na nim żołnierzy toruńskich. Sadzano delikwenta na ostrym grzbiecie a do nóg przywiązywano ołowiane ciężarki. Oryginalny stał w tym miejscu do 1797 roku.
Trochę smutno w tym Toruniu. Wszystkie bary i restauracje pozamykane i ani co zjeść ani wypić. Widać też sporo lokali, które najwyrazniej nie przetrwały zamrażania. Na pewno wpadnę tu jeszcze w tym roku i miejmy nadzieję, że w międzyczasie wszystko wróci do normy.
Udany dzień powoli zbliża się do końca. Ostatnia runda po wieczornym Toruniu.
Kto był w Barcelonie zna Font Magica de Montjuic. Toruń też ma coś takiego tyle, że w skali mikro.
Nie zmienia to jednak faktu, że też sprawia oglądającym dużo radości.
"Cysorz to ma klawe życie i ma wyżywienie klawe. Przede wszystkim już o świcie dają mu do łóżka kawę". No nie o świcie a o ósmej, nie do łóżka a do pokoju ale za to nie tylko kawa ale i śniadanie. Tylko o cesarzowej zapomnieli...
Pojadłem, popiłem i można ruszać w drogę powrotną. Pozostaję przy temacie zamków krzyżackich.
Pierwszy na liście programu dzisiejszej wycieczki jest Zamek Bierzgłowski.
Potem tradycyjnie trochę w lewo trochę w prawo...Bydgoszcz prawie można ominąć chociaż nie uda się zupełnie uniknąć stania w korkach. Jednak już po chwili wspaniała droga wzdłuż Wisły a pózniej obowiązkowa wizyta na rynku w Tucholi.
Coś tam jeszcze pstrykam po drodze. Dwór z przełomu XVIII i XIX wieku we wsi Wysoka.
Odwiedzam pomnik w Krojantach. To od tej szarży wziął się niemiecki mit o polskiej kawalerii atakującej czołgi do którego utrwalenia przyczynił się jeszcze film "Lotna" Wajdy.
Potem to już wspaniałe Bory Tucholskie z obowiązkowym postojem w tradycyjnym miejscu.
Spędziłem w drodze wspaniałe dwa dni, które mogłyby się nigdy nie kończyć. Najlepsze jest to, że Czwartek też mam wolny i chociaż jeszcze kilka dni temu zapowiadali deszcze, to najwyrazniej zmienili zdanie. Na deser więc będzie runda po Kaszubach. Póki co delektuję się Borami Tucholskimi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz